Strona główna » Działamy! » O organizacji i zarządzaniu po raz piąty na Bałtyckiej konferencji
  • A-
  • A
  • A+

O organizacji i zarządzaniu po raz piąty na Bałtyckiej konferencji

Dodane 01.01.1970

W 2007 r. miałem przyjemność uczestniczyć w konferencji poświęconej zarządzaniu w bibliotekach, zorganizowanej przez niedawną absolwentkę studiów bibliotekoznawczych na Uniwersytecie Śląskim dr Maję Wojciechowską. Szybciutko zrobiła doktorat (o zarządzaniu zmianami w bibliotekach) i w Gdańsku zyskała sobie uznanie jako specjalista od zarządzania, prowadząc wykłady i kierując biblioteką jednych z ambitniejszych na Wybrzeżu uczelni niepaństwowych zwanej Wyższą Szkołą "Ateneum".

Sukces tamtej konferencji zachęcił Maję do organizacji kolejnych przedsięwzięć tego typu. I w tym roku odbyła się już 5. doroczna  Bałtycka Konferencja "Zarządzanie i Organizacja Bibliotek", poświęcona nowoczesnym koncepcjom organizacji bibliotek.

Jako jeden z nielicznych potraktowałem temat serio i przygotowałem referat (i prezentację) o elastycznych strukturach zarządzania. Zająłem się elastycznymi strukturami organizacyjnymi, takimiż formami zatrudnienia, gospodarki czasem oraz miejscem pracy. Kwadrans na wystąpienie z trudem pozwolił jednak na pospieszne omówienie struktur organizacyjnych oraz na pokazanie, jak to wygląda w "praniu" w Bibliotece Dolnośląskiej Szkoły Wyższej.

Dowodziłem, chyba skutecznie, że elastyczne struktury pozwalają na bezbolesne ciągłe zmiany, dla których alternatywą są bolesne na ogół zmiany rewolucyjne, przeprowadzane w sytuacjach kryzysu, lub - jak pokazuje przykład Biblioteki Uniwersyteckiej we Wrocławiu - żeby pozbyć się niewygodnych pracowników. Takie zmiany nie są bowiem przyjmowane ze zrozumieniem i budzą często sprzeciw pracowników.

Wystąpienie moje spowodowało kilka pytań w części przeznaczonej na dyskusję (mało było tego czasu) i byłem w omawianych kwestiach indagowany dość często w kuluarach.

Jak zwykle ciekawie i obrazowo przemawiał prof. Wiesław Babik z Uniwersytetów Jagiellońskiego i Śląskiego, który mówił o barierach w komunikacji "pionowej", nie tylko w bibliotekach. Ponadto utkwiła mi w pamięci prezentacja dwojga sympatycznych przedstawicieli Biblioteki Uniwersytetu Łódzkiego, którzy za pomocą oryginalnego skonstruowanego przez siebie formularza (poprosiłem o przysłanie, może też warto takie badanie przeprowadzić?) zbadali gospodarkę czasem pracy swoich koleżanek i kolegów oraz wystąpienie uroczej reprezentantki Biblioteki Uniwersyteckiej w Poznaniu o opracowanym tam systemie okresowych ocen pracowników. Rzecz w tym, że systemu nie wdrożono, gdyż wciąż jeszcze zgody na to nie wydał rektor. Pomyśleć, że my mamy już za sobą trzy tury takich ocen i przez głowę mi nie przeszło, żeby o taką zgodę prosić! Owszem, poinformowałem rektora o przeprowadzeniu ocen pierwszy raz, udostępniłem kwestionariusz, w rezultacie czego usłyszałem, że należałoby taki system wdrożyć w całej uczelni. A gdy zaczęto go wdrażać, jedna z pracownic biblioteki została poproszona o udział w pracach nad przygotowaniami.

Usłyszawszy wygłaszanych na ogól w pośpiechu blisko trzydziestu wystąpień już po raz kolejny stwierdzam, że konieczna jest selekcja zgłaszanych propozycji. Przede wszystkim, żeby uniknąć mówienia o wszystkim, co tam kto akurat ma na warsztacie. Wymusiłoby to dyscyplinę w traktowaniu tematu konferencji. Drugi szczebel selekcji zaś polegać mógłby na kwalifikowaniu do prezentacji wystąpień, które albo w widoczny sposób mogą rozszerzyć lub pogłębić wiedzę uczestników, albo obok tego wzbudzić kontrowersje i dyskusję.  Teksty o charakterze sprawozdawczym wystarczy tylko opublikować. Jak mawiał pewien klasyk, lepiej mniej, ale lepiej. Wtedy byłoby więcej czasu i na prezentacje, i na dyskusję.

Drugiego dnia obrad padło wiele życzeń, żeby tradycję dorocznych konferencji kontynuować. Będę więc zachęcał sympatyczną gospodynię (która w sierpniu ma zostać drugi raz mamą) i jej równie uroczy i mądry zespół, żeby wzięły moje sugestie pod uwagę. No i chętnie znów tam zauczestniczę.

Niezależnie od tego nie mogę nie stwierdzić, że organizacyjnie wszystko zostało dopracowane do najdrobniejszego szczegółu. Obradowaliśmy w wygodnej i przestronnej auli, w przerwach czekała kawa, herbata, woda mineralna oraz ciastka (kto sobie zrobił przerwę we własnym zakresie, też mógł z tego skorzystać), dostaliśmy bogaty zestaw materiałów konferencyjnych, smaczne obiady jadaliśmy oglądając raz gdańska stocznię, drugim razem centrum miasta z wysokości 16. piętra biurowca zwanego "zieleniakiem", kolacja zaś była w gdańskim ratuszu.

Stefan Kubów

Dodaj komentarz

Wymagane pola oznaczone są *.


Jeśli masz problem z odczytaniem kodu, kliknij aby wygenerować nowy.